Cichutki. Opowiastka za szylinga ze świata Kruczego Strychu
- Bjorn Ericsson
- 30 mar
- 2 minut(y) czytania
Hans wiedział, że jeśli przed zmrokiem nie dotrze do dworu von Rohra i nie przekaże wiadomości o zgonie nestora rodu – a raczej, co istotne, o wynikającym z tego sowitym spadku – pan rozkaże obić go nahajami, dokładnie tak, jak kilka lat wcześniej ukarano jego brata za kradzież chleba. Czas gonił, więc popędzał szkapę, jak tylko mógł, ledwie trzymając się w siodle.
Ściemniało się.
Umartwianie się nad tym, co będzie, przerwał nagły, ostry dźwięk i błysk. Hans przysiągłby, że w półmroku lasu coś się zaświeciło, jakby para ślepi. Koń zarżał dziko, zachwiał się, wydobył z siebie przeraźliwy dźwięk i runął na ścieżkę. Chłopak uderzył o ziemię. Sprawdził, czy zwitek pergaminu nie wypadł, i syknął z bólu. Prawa dłoń pulsowała i gwałtownie puchła. Zakrztusił się własnym szlochem, zobaczywszy, jak zimowy zmierzch spowija las, zostawiając go samego na pastwę losu między drzewami.
– Młode i głupie, ale fartowne.
Spomiędzy poszycia lasu wychynęła włochata, siwa głowa starca z wybrakowanym uzębieniem, które szczerzył w dziwacznym uśmiechu.
– Nie dojedzie, w nocy się zgubi i baboki go zeżrą. Po nowego konia nie wróci, bo mu nogi za tego przetrącą. Ze mną pójdzie. Rękę obwiążemy, polewką nakarmimy. Do rana przeczeka.
– Nie znam…
Dziadyga odwrócił się na pięcie i zaczął znikać w krzakach, jakby był częścią lasu.
– Pustelnikowi zaufa albo mu wilki w nocy dupę ogryzą. Jego wybór.
***
Wiekowa, kamienna budowla, mimo upływu czasu, trzymała się znakomicie. Gęsta, słona zupa pozwoliła Hansowi na chwilę zapomnieć o jego marnym losie. Lepka papka z ziół otuliła stłuczoną dłoń i przyniosła ulgę.
– Po schodach wlyzie. Tam łóżko.
Hans sięgnął do sakiewki.
– Jutro zapłaci. Teraz spać idzie.
Ledwo wlazł po trzeszczących schodach. Odstawił świecę, zzuł ciżmy, położył się na łóżku, miękkim jak biust jego ukochanej karczemnej dziewki. Nie zastanawiał się już, skąd leśny dziad wytrzasnął to łóżko. Nie słyszał też klucza przekręcanego w starym, ale mocnym zamku.
***
Hansa obudziło parcie na pęcherz. Kręciło mu się w głowie, a polewka stała w gardle. Nie zobaczywszy nigdzie nocnika, ruszył ku drzwiom. Zamknięte. Zatrzasnęły się? Dziadowi się coś pomyliło? Ostatnim wysiłkiem schylił się pod łóżko.
Światło wypalonej do połowy świecy pozwoliło dostrzec Hansowi coś, co sprawiło, że nie musiał już martwić się o swoją dotychczasową potrzebę. Nogawice nasiąkły ciepłem i wilgocią.
Pod łóżkiem leżał trup. Ze zmiażdżonej twarzy ostał się tylko spuchnięty język, rozciągnięty i zwisający z resztek brody.
Łeb sługi zaczął pracować tak intensywnie, jak nigdy w życiu. Zacisnął zęby, wywlókł kadawera na łoże, przykrył derką. Zwymiotował. Schował się tam, gdzie jeszcze przed chwilą leżał nieboszczyk.
Gdy usłyszał trzask zamka, wstrzymał oddech.
Kroki. Stęknięcie. Trzy potężne uderzenia czymś ciężkim w łóżko. Przerażone pluskwy rozbiegły się w popłochu po podłodze.
– Cichutki… może się nawet nie obudził.
Komentarze